- Autor: Arleta_K
- Wyświetleń: 14120
- Dodano: 2019-12-04 / 11:21
- Komentarzy: 6
Uratował koleżankę i sam stracił zdrowie. Jarek chce żyć bez bólu
Wypadek miał miejsce na jeziorze Hańcza w 2013 roku. W ramach zaliczenia kursu na instruktora nurkowania Jarek miał zejść na głębokość 50 m. - Zgodnie z planem ustalonym oraz omówionym dzień wcześniej na odprawie wieczornej moja grupa nurkowa składa się z trzech osób: instruktor, partnerka nurkowa oraz ja.
Zanurzanie przebiegało prawidłowo, przystanki sprawdzające co 10 m nie wykazywały nieprawidłowości. Zbliżając się do głębokości 50 m partnerka doznała prawdopodobnie narkozy azotowej. Podjęliśmy decyzję o natychmiastowym wynurzeniu, aby objawy narkozy zniknęły. Niestety, zużywała bardzo dużą ilość powietrza. Na głębokości około 36 m, pokazała mi znak, który informował o braku czynnika oddechowego. Natychmiast wyjąłem swój automat oraz przekazałem go bezpośrednio do jej ust i przytrzymałem ją za uprząż. Drugi automat wylądował w moich ustach. Sytuacja stała się tym bardziej dramatyczna, partnerka zaczęła rzęzić oraz tracić przytomność. Wiedziałem, że będziemy musieli opuścić wszystkie przystanki dekompresyjne oraz wdrożyć procedurę alarmową. W głowie miałem tylko stan zdrowia partnerki oraz procedury. Była szansa jeszcze na wykonanie nurkowania po pominięciu przystanków dekompresyjnych (rekompresja) w celu zapobiegnięcia choroby dekompresyjnej, zatem sytuacja była zła, ale nie bez wyjścia. Jedyne co mogłem zrobić to przekazać partnerkę nurkowi ratownikowi, który zabezpieczał nurkowanie z brzegu i był gotowy do podjęcia akcji ratunkowej od momentu naszego wejścia do wody.
Zobacz także Opole uczciło 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego
Po wynurzeniu okazało się, że do brzegu mieliśmy spory kawałek drogi. Razem z instruktorem wezwaliśmy pomoc. Natychmiast do wody wskoczył nurek ratownik i podpłynął do nas. Teraz cieszę się, że był to młody, wysportowany i świetnie pływający kolega. Rozpoczął się wyścig z czasem. Trzeba było jak najszybciej przekazać nieprzytomną, oddychającą kobietę na brzeg i poddać się rekompresji. Kiedy dopłynęliśmy do brzegu, zacząłem odczuwać pierwsze skutki choroby dekompresyjnej - wspomina wydarzenie strażak.
Wypadek był początkiem walki o życie i formę ratownika. Oprócz dolegliwości zdrowotnych - osłabienia siły mięśniowej, niedowładu nogi i ogromnego bólu, Jarek zmaga się również z Zespołem Stresu Pourazowego i depresją. - Na chwile obecną, jestem na L4 od stycznia br., wypłacanego w wysokości 80% uposażenia. Koszty leczenia, które pozwalają mi zejść w 10-cio stopniowej skali bólu z 8 na 5 oraz przetrwać z PTSD i depresją zdecydowanie przekraczają 100% uposażenia - dodaje.
W ramach wsparcia dla bohatera powstała zbiórka. Jej szczegóły można znaleźć na portalu www.pomagam.pl.
reklama
Wydarzenia pod patronatem portalu
Forum
reklama
Najczęściej czytane
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
27 września
Ponad 21 kilometrów ulicami Opola. Półmaraton przyciągnął biegaczy i kibiców
30 września
Ponad 218 tys. zł dla prezesa spółki. Bedoes reaguje na sprawę Cancer Fighters
3 października
Jarmark Świętego Michała trwa na opolskim Rynku. Dziś fireshow i warsztaty
25 września
Pierwsza beczka odszpuntowana na opolskim Rynku
12 września
Cosplay to nie tylko efektowne stroje. Trwa Opolcon czyli Festiwal Fantastyki


W dyskusji: 6