fot: remiza.com.pl
Chciałbym Wam przedstawić pewną sytuację, w której to zastęp strażaków uratował człowieka, który targnął się na własne życie.
Miko - strażak biorący w nim udział opisał to tak:
Zobacz także Ila zapłacimy za gaz od 1 lipca?
Zaczęło się jak zawsze prozaicznie, alarm jakich ostatnio kilka dziennie, powalone drzewo. Po około kilometrze dyspozytor nas woła i zmienia zgłoszenie. Firma X człowiek zalany krwią. Byliśmy szybko 2-3 min. Co zostaliśmy zobaczcie na może drastycznych zdjęciach. Próba samobójcza w łazience. Dwa cięcia do kości 5 cm powyżej łokcia. Szybka ocena, tętno ok.180, napływ kapilarny powyżej 2 s, gość nam odpływa.
Pomimo zastosowanych przez pracowników opatrunków, opasek uciskowych krew się leje ciurkiem. Leci śmigłowiec będzie za 10-15 min do tego kolejne 3-5 zanim ratownicy dotrą na halę – szanse na przeżycie zerowe. Szybka decyzja tnę opatrunki – 1 saszetka QuikClot w ranę na to gaza i bandaż elastyczny, druga ręka to samo + tlen , postępowanie przeciw wstrząsowe.
Próba wkucia by toczyć płyny bez szans. Ale opatrunki nie przeciekają krwawienie zatamowane. Klient cieniutki, ale się stabilizuje. Dociera załoga śmigła, kolejna próba kucia w nogi, no może i udana ale naczynie tak cienkie że z kroplówki prawie nic nie idzie.
Podłączamy monitor dalej tętno wysokie 175-180. Decyzja wkucie do szpikowe i tu pierwszy raz widziałem to wykonane na prawie przytomnym człowieku ( szczał w goleń ) poszkodowany uniósł się nad deskę na 5 cm jak przy defibrylacji. Niestety przy próbie podania leku musiało równie dobrze boleć, bo drugą nogą machnął i po wkuciu. Nie ma innego wyjścia szybki transport śmigłowcem na SOR. Tam wkucie centralne 2 litry płynów, szycie i gość jest OK.
Zobacz także Opolskie Orły odebrały wyróżnienia za osiągnięcia w nauce, sporcie i kulturze
Problem tylko jeden, mimo że pokazywałem dwukrotnie Lekarzowi, co zastosowałem nie wiem czy dotarło. Na pewno na SOR nie, bo po 50 min dzwoni Ordynator - Lekarka, którą zresztą bardzo dobrze znam. Pytanie proste co zastosowaliśmy, bo w okolicach jednej z ran są objawy martwicy. Nazwa nic nie mówi choć środek dopuszczony do stosowania. Zacięcie w rozmowie następuje w momencie mojej uwagi, że środek nie może mieć kontaktu z wodą bo wywołuje oparzenia.
Nie dociekałem, ale podejrzewam, że podczas mycia – dezynfekcji, znalazła się tam woda. Choć możliwe że przed naszym przybyciem pracownicy zmoczyli gazę wodą, może i moje przeoczenie. Oparzenia nawet głębokie to niestety często spotykane powikłanie. Ale lepiej chyba żyć z blizną niż nie. Szczególnie, że w tym przypadku człowiek chyba się przeliczył, bo po samookaleczeniu zadzwonił po pomoc.
Cała podłoga, ściany, umywalki. Brodziliśmy w krwii. Dezynfekcja sprzętu, ciuchów zajęła ponad 3 godziny.
Czytaj także artykuł na remiza.com.pl.

W dyskusji: 87
Jedna jest prawda , potrzebujemy takich ludzi , i niewazne gdzie to jest na swiecie bedziemy zawsze takich ludzi potzrebowac !!!!! jeszcze raz ... dziekuje w immieniu nie tylko miom ale i chyba wszystkich za prace jaka oni wykonuja !!!
Zastęp który udał się na miejsce to OSP, a nie PSP, jak wielu z Was zapewne myśli. Po prostu mają doskonały sprzęt i wyposażenie ...
Co do treści - pisany na forum, wyraża emocje autora w tym samym dniu tego zdarzenia - ja nic nie zmieniałem, nie miałem i nie mam takiego zamiaru. Użyty został slang strażacki, coś w tym złego? Nie chodzi przecież w tym wszystkim o to ...
Wiem co oznaczają te skróty, bo sam na nich działam - trudne do zrozumienia prawda?
Jestem strażakiem od 2,5 roku i nikt mi nie będzie wmawiał,że znam je tylko z żałosnego portalu. Może i jest żałosny - cóż, każdy ma swój gust ... Tylko Ty jeden robisz z Siebie tutaj durnia oskarżając, wiedząc lepiej - nie znając reali.
Może chcesz to sobie wytłumaczyć, porozmawiać prywatnie? Z chęcią się co nieco dowiem od takiego służbisty jak Ty.
W przedmiotowym przypadku jak zawsze dyspozytor pogotowia nie wykazał się, wysłał prawdopodobnie śmigło, bo podejrzewał, że będzie zgon. I nieświadomie uratował gościa, bo do tego zadysponowano straż. A uważam tak, bo w 10 min czasie dojazdowym stał w bazie zespół ratowniczy, który był by o połowę szybciej od śmigła, ale bez lekarza. Więc do zgonu coś by było trzeba i tak wysłać. Ponieważ ze zgłoszenia wynikało, że poszkodowany raczej niema szans, no to wysłał LPR, bo nie będzie musiał angażować dwóch karetek. Transport do szpitala również wykonała by szybciej karetka, miała by 6 km, śmigło 30 km plus transport do śmigłowca i z . Co ciekawe w tym pierwszym szpitalu jest jedno z dwóch lądowisk na 700 tyś mieszkańców , dyrekcja szpitala zakazała LPR jednak lądować i tak naprawdę nikt nie wie dlaczego. Podobno z uwagi na zły stan lądowiska , czego nie potwierdzają piloci, a szpital ma podpisaną umowę wojskiem i lądują tam śmigłowce wojskowe .
Ot taka Polska rzeczywistość, a przez zaniedbania i zaniechania idzie czasem kogoś uratować. "
Może to rozwieje Twoje wątpliwości?
Poza tym, czujesz się lepszy, bo u mnie jest KP, a nie KM??
Inne ciekawe hasła to "próba wkucia" czy "próba kucia", "wkucie do szpikowe".
Jako ratownik nigdy nie spotkałem się, żeby pacjent "szczał w goleń".
Dlaczego słowa "Lekarz" i "Ordynator" pisane są wielką literą?
Jaki sens ma wypowiedź: "Cała podłoga, ściany, umywalki."?
I dlaczego strażacy brodzili we "krwii"?
Dzieci Neostrady powinny wrócić do podstawówki, zanim zaczną "tworzyć" dzieła w sieci.