- Autor: Mat
- Wyświetleń: 3698
- Dodano: 2011-04-06 / 16:46
- Komentarzy: 40
Jachimek: Uwielbiam kameralne występy
Mateusz Magdziarz 24Opole: Praca w radiowej Trójce, w TVN24, ostatnio książka na koncie. Znajduje Pan jeszcze czas na takie kameralne występy jak ten w Opolu?
Tomasz Jachimek:Ja takie występy uwielbiam. Chciało by się powiedzieć, że wraca sens uprawiania tego zawodu. W ogóle nie mówimy tutaj o pieniądzach, bo pieniądze jakie dzisiaj zarobię są śmieszne. Żona mnie chyba z domu pogoni. To się robi dla przyjemności.
Zobacz także Opolskie Orły odebrały wyróżnienia za osiągnięcia w nauce, sporcie i kulturze
Podczas występu dało się zauważyć bardzo dobry kontakt z publicznością. Chociaż nie była ona zbyt liczna.
Publiczność żywa, młodzi studenci, dzięki temu sam występ jest lepszy. Nawet jeśli przychodzi te 40 osób, to moim zadaniem jest ich wciągnąć w rytm zabawy. Człowiek sobie siedzi przy piwku, może coś tam sobie dogadać temu człowiekowi na scenie. Ma dostać garść humoru, ale też garść informacji i jakiś spostrzeżeń.
A kiedy publika nie chce współpracować, jak wybrnąć?
Trzeba przełknąć żabę. Gram wtedy swoje do końca. Ale tak żeby ktoś nie powiedział, że za szybko zszedłem ze sceny. I czekam do następnego występu, żeby się odbić pod względem artystycznym.
Zobacz także Święto Policji na Placu Wolności. Trwa rodzinny piknik w centrum Opola
Po czym poznać że stand up był udany? Brawa po występie to chyba nie wszystko?
Najfajniejsze momenty w występie są wtedy, gdy coś mówię, połowa się śmieje a połowa mówi „no nie, nie to jest przegięcie pały, nienawidzimy go w tym momencie”. Dzisiaj jedna pani się obraziła za tekst o żonie. I bardzo dobrze. Fajnie, że wzięła to do siebie.
Stand up na polskiej scenie kabaretowej przyjmuje się dosyć opornie. Stacja Polsat wyprodukowała jeden duży program, który okazał się dużym niewypałem. Skąd taki obrót sprawy?
Zbyt duża oprawa stand up tylko przeszkadza. Stand up to jest wykonawca, solista. Stand upper nie może stać na scenie z orkiestrą za plecami, nie może być zapowiadany przez czterech prowadzących, którzy są większymi gwiazdami niż ten biedny człowiek. Ale trzeba pamiętać, że jest w Polsce kilka osób, które sobie z tą formułą świetnie dają radę. Nie chciałbym nikogo pominąć ale na pewno jest to Kasia Piasecka, Abelard Giza, Kacper Ruciński. Wymieniona trójka doskonale czuje formę stand up. Z kolei Irek Krosny rozśmiesza bez słów. To jest taki arcy stand up.
Czyli siła stand up tkwi w kameralności?
Zobacz także Wypadek na ulicy Ozimskiej. Są utrudnienia w ruchu
Jeśli miałbym sobie czegoś życzyć, to właśnie tego, żeby stand up odbywał się w małych klubikach. Dla 100 osób, dla 50 osób. Wtedy ten stand up żyje i wtedy ma sens. Ta forma w teatrze, na jakimś kabaretonie dla 7 tysięcy ludzi mija się z celem, bo gubi się kameralność i zabija się tą formułę. Kilka osób już się na tym przejechało. Przeszli z klubu na amfiteatr i cisza.
W amerykańskiej formule stand up za największą porażkę uznaje się sytuację kiedy artysta zostanie „zdjęty ze sceny” przez kogoś z widowni. Dzisiejszy występ w Opolu pokazał chyba, że taka groźba istnieje również dla polskich stand upperów?
Jeśli ktoś z publiki dogaduje, to moim psim obowiązkiem jest reagować, podnieść rękawicę. Ja mogę trzy razy przegrać bo on rzuci trzy dobre teksty. Ale to jest gra do jednej bramki, bo ja powiem raz coś śmieszniejszego i publiczność z miejsca da odpór człowiekowi, który tam za bardzo dokazuje. Jeśli jest dobry rywali i potrafi fajnie przyciąć to najgorszą rzeczą jaką może zrobić stand upper to obrazić się, uciec czy nie zareagować.
Mam wrażenie, że te życiowe scenki z podróży transportem publicznym czy wizyty w placówce służby zdrowia, które dzisiaj Pan zaprezentował na scenie trafiły na idealnie na opolski grunt. Ile w nich własnych doświadczeń a ile próby odwzorowania rzeczywistości?
Zobacz także Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
50 na 50. W stand upie można przyjść i się wyżalić. Trzeba uważać żeby nie była by forma smutna. Przychodzi facet i cały czas narzeka. Natomiast w tonacji komicznej i z dużymi przerysowaniami jak najbardziej. Bardzo boli mnie to jak jesteśmy obsługiwani w służbie zdrowia. Boli mnie jak widzę kiedy ludzie wsiadają do metra, kiedy się pchają. Nie mówię nawet o pociągach kiedy w okresie świątecznym ludzie wchodzili do przedziałów przez okna, jak za czasów komuny. Takie rzeczy mnie bolą i trzeba na nie reagować. Dobrym żartem z takich rzeczy można przynieść ludziom ulgę.
Istnieją jakieś ograniczenia w doborze tematów do obśmiewania?
W moim przypadku nie ma żadnej bariery. Jedyną sferą ograniczającą jest poziom dowcipu. Roberto Benigni zrobił komedię o holocauście („Życie jest piękne” przyp. red.). To zamyka i wyczerpuje temat. Jeśli ktoś potrafi inteligentnie żartować z holocaustu to z czego nie można? Weźmy temat raka. Ja póki co nie znalazłem pomysłu jak się śmiać z tego, że ktoś choruje na raka. Ale jeśli znajdę, to nie będę miał cienia wątpliwości żeby wyjść na scenę i taki żart opowiedzieć. Stawianie sobie sztucznych ograniczeń jest głupotą.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
17 sierpnia
Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
27 lipca
Śmierć 4-letniej dziewczynki w Gogolinie. Policja zatrzymała matkę
17 sierpnia
"Siódmy raz na pielgrzymim szlaku". Z Opola ruszyli w stronę Jasnej Góry
12 sierpnia
Za nami zaćmienie Słońca. Pochwalcie się swoimi zdjęciami
17 sierpnia
Granat moździerzowy na placu zabaw przy ulicy Niemodlińskiej. Na miejscu saperzy AKTUALIZACJA
2 sierpnia
Ponad 100 kilometrów za nią. Karolina Szczepaniak płynie przez Bałtyk dla Piotra. Aktualizacja
23 sierpnia
Festiwal Ognia i Wody nad Jeziorem Nyskim. Tysiące widzów i widowiskowy pokaz

W dyskusji: 40