- Autor: Seeb
- Wyświetleń: 8864
- Dodano: 2008-03-23 / 00:01
- Komentarzy: 63
Od 25-ciu lat szuka syna
Było po piętnastej, kiedy pani Danuta wracając z pracy odebrała synka z przedszkola. Ponieważ była wyjątkowo ładna jak na ten miesiąc pogoda, po prośbach Marcinka, zgodziła się na jego wyjście na podwórko. Na małym brzeskim osiedlu gdzie mieszkali, wszyscy się znali, wydawałoby się, że nie może się stać nic złego. Chłopiec miał wrócić po pół godzinie na obiad. Gdy nie przychodził jednak do domu, pani Danuta - przekonana, że dziecko zapomniało się przy zabawie z kolegami - wyszła na dwór. W piaskownicy, gdzie miał się bawić, leżały jednak tylko zabawki chłopca. Sprawę zgłoszono na milicję.
Początkowo w mieście szukało go kilkadziesiąt osób - policjantów, strażaków i harcerzy. Niestety bezskutecznie.
Zobacz także CBŚP i Straż Graniczna uderzyły w grupę czerpiącą korzyści z cudzego nierządu
Marcinek był bardzo ufnym i otwartym na ludzi dzieckiem. Właśnie to zdaniem rodziców chłopca, mogło stać się przyczyną tragedii. - Może podszedł do niego ktoś i zaproponował przejażdżkę samochodem, którym tak bardzo lubił jeździć - tłumaczy pani Danuta. W taką wersję ówczesne służby nie bardzo chciały wierzyć. Od samego początku rodzicom sugerowano, że chłopiec pewnie utopił się w Odrze, w pobliżu której był widziany. - Może gdyby od razu zrobili blokadę dróg, udałoby się znaleźć mojego synka - mówi z pretensjami matka dziecka.
Państwo Zioło mieli nadzieję, że ze stratą syna łatwiej będzie się pogodzić po narodzinach drugiego dziecka. Gdy zaginął Marcinek, pani Danuta była w czwartym miesiącu ciąży. Niestety, kobieta poroniła. Wtedy jej świat się załamał. Pani Danuta postanowiła jednak wraz z mężem starać się o kolejne dziecko. - Lekarz powiedział, że moje serce jest zbyt słabe i mogę ciążę przepłacić życiem - opowiada.
Młode małżeństwo ciągle miało także nadzieję, że zaginionego chłopca uda się odnaleźć. Po czterech latach od jego zaginięcia adoptowali jednak małą dziewczynkę, a po kilku latach jej niepełnosprawną siostrę, którą opiekują się do dziś.
Pani Danuta ciągle wierzy, że kiedyś spotka się jednak także z Marcinkiem. Ten, jeśli żyje ma dziś trzydzieści jeden lat i prawdopodobnie nie jest świadom tego co mogło się stać dwadzieścia pięć lat temu.
Zobacz także Łańcuch życia na plaży w Stegnie. Ważna lekcja na początek wakacji WIDEO
Przez ponad dwadzieścia lat kobieta, co miesiąc zgłaszała się do komendy policji w Brzegu pytając o postępy w śledztwie. Po radach jasnowidza przestała jednak, a sprawa trafiła do policyjnego archiwum. - Jasnowidz powiedział, że syn żyje, ale że to on mnie kiedyś znajdzie - opowiada z nadzieją w głosie i łezką w oku matka Marcina. Mam tylko nadzieję, że nie chodzi głodny, że skończył jakąś szkołę. Tak bardzo bym chciała go jeszcze kiedyś zobaczyć - mówi.
Mogło by się wydawać, że czas leczy rany. Ciężko jednak wyobrazić sobie jak zaginięcie dziecka dotknęło panią Danutę, skoro po 25-latach, gdy zaczyna mówić o Marcinku z jej oczu wciąż płyną łzy.
reklama
Wydarzenia pod patronatem portalu
Forum
reklama
Najczęściej czytane
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
12 września
Cosplay to nie tylko efektowne stroje. Trwa Opolcon czyli Festiwal Fantastyki
22 września
Tragiczny finał poszukiwań 17-latka w Opolu
12 września
"Nie chcę, żeby ktoś mi mówił, kogo mam kochać". Marsz Równości przeszedł ulicami Opola
14 września
Maryla Rodowicz zostaje w Opolu. Wszystko za sprawą muralu WIDEO
19 września
Ponad dwie tony śmieci wyłowione z Kamionki Piast
19 września
Ruszyła budowa obwodnicy Namysłowa za 103 mln zł




W dyskusji: 63
Oby stało sie tak jak mowił jasnowidz