• Autor: kam_ila
    • Wyświetleń: 4228
    • Dodano: 2023-06-14 / 20:19
    • Komentarzy: 6

    Czują powołanie, ale zderzają się brutalnie z systemem feudalnym, który panuje w Kościele

    (Fot. Dżacheć)

    Do seminariów zgłasza się coraz mniej chętnych. Osoby, które zaznały klimatu, jaki panuje w seminarium nie dziwią się temu zjawisku. Czasy się zmieniły, a droga do kapłaństwa to ciężkie kroki przez "system feudalny" i masę ograniczeń.


    Nasz rozmówca spędził w seminarium duchownym blisko 5 lat. Opowiedział nam o tym, jak ciężka jest to droga i jak mocno odciska piętno na psychice. Twierdzi też, że droga do kapłaństwa wcale nie musiałabym tak wyglądać. Mimo rozczarowania, które przyszło już na samym początku tej drogi, pan Marcin (imię zmieniono na potrzeby artykułu) starał się zrozumieć ten system i z zaciśniętymi zębami trwał w otchłani zakazów, nakazów, inwigilacji i przyjaźni, które po czasie okazały się tylko fikcją.

    - Opuściłem seminarium na krótko przed święceniami diakonatu. Rozczarowanie przyszło bardzo szybko. Na początku skończyłem bardzo dobre liceum w Opolu. Większość moich znajomych wybrało się na studia prawnicze, licząc na bardzo dobrą przyszłość w roli sędziów, prawników. Ja wybrałem troszeczkę inną drogę. Sama edukacja w liceum była bardzo wymagająca. Po przejściu do seminarium myślałem, że poziom będzie bardzo wysoki. Byłem zaskoczony, że tak nie było. Nauka była na poziomie raczej miernym, oparta na utartych schematach, gotowych skryptach. Nie było to nic wymagającego. Cały system kształcenia do bycia księdzem polega na zasadzie BMW czyli bierny, mierny ale wierny - mówi Marcin.

    Jako bardzo dobry uczeń, absolwent prestiżowej szkoły, chciał pogłębiać swoją wiedzę. Nie było to najlepiej postrzegane w jego dalszej drodze.

    - Nie chodzi o to, żeby być wybitnym w danych dziedzinach tylko o to, by wykonywać wolę przełożonych, a nawet uczyć się przeciętnie. Kiedy komuś ta nauka idzie lepiej, wtedy już zaczynają się pierwsze problemy i faktycznie na 3 roku, kiedy zaczęły się egzaminy, zdolności intelektualne raczej szkodziły. Cała formacja oparta jest na inwigilacji, stałym obserwowaniu, przyglądaniu się. Byliśmy cały czas pod nadzorem przełożonych, przez 7 dni w tygodniu, całą dobę - słyszymy.

    Ówczesny kościół nie idzie z dobą technologii. Być może widzimy to w elektronicznych wyświetlaczach w świątyniach, czy zbliżeniowych płatnościach ofiary "na tacę". Jednak nie na drodze do kapłaństwa.

    - Za moich czasów, 10 lat temu zabierano klerykom komórki, odłączano Internet. To miało podwaliny teologiczne w mniemaniu przełożonych. Tłumaczono to tym, że Jezus przebywał na pustyni wiele tygodni. Seminarium było taką pustynią. Okazało się, ze nie jest to dobra ścieżka, chociażby ze względu na zmiany dzisiejszego świata. Social media też wiele zmieniły w tej kwestii. Wielu młodych ludzi nie chce wstępować do seminarium, bo świat wabi swoją atrakcyjnością. Ludzie wolą żyć w wolności, pracować, a nie żyć pod dyktatem przełożonych. Kościół to system jeszcze feudalny i mało kto chce iść taką drogą. Można prowadzić normalne życie, bawić się, a przy tym prowadzić życie religijne, chodzić do kościoła, modlić się - mówi Marcin.

    Według "ex-kleryka" duchowni nie do końca chcą przyjąć niejaką "porażkę", którą jest mocny spadek powołań. Zgodnie z tym co usłyszeliśmy, to wspólnota Kościoła odpowiedzialna jest za ten stan. Chodzi głównie o brak modlitwy w tej intencji oraz niepraktykowanie życia w wierze.

    - Duchowni dziś tłumaczą, że kryzysu powołań do końca nie ma. Po prostu jest za mało modlitwy ze strony osób świeckich o te liczne powołania. Wiele mówi się dziś na temat tego, że kryzys powołania wywołany jest kryzysem rodzin. Czyli nie praktykują gorliwego życia religijnego. W moim odczuciu nie do końca jest to zgodne z prawdą. Na moim roku wielu znajomych wywodziło się z rodzin niepraktykujących, patologicznych. Kościół pomagał wydostać się z tych patologii, to było dobre, ale można było też znaleźć pracę i wychodzić z patologii poza strukturami kościoła.

    - Czasami wydaje nam się, że mamy powołanie, utwierdzamy się w tym. Potrafimy niekiedy zacisnąć zęby i czekać, że po seminarium będzie lepiej. Odejść z kapłaństwa jest dziś coraz więcej. W seminarium człowiek nie czuje się wolnym. Przełożeni nie pokazują nam alternatywnej drogi do seminarium. Tzw. "dziekanka", czyli rok przerwy od seminarium to nie urlop do znalezienia drogi, a kara za którą ponosi się konsekwencje. Znam wiele osób, którzy po opuszczeniu murów seminarium nie potrafili się odnaleźć. Nie umieli znaleźć pracy, nie radzili sobie w życiu. Pamiętajmy, że człowiek pozostaje bez wykształcenia, a kontynuowanie pracy jako katecheta też często nie jest możliwe, bo orzeczenie o zdolności do takiej pracy wydaje kuria - słyszymy.

    Inwigilacja i liczenie czasu spędzonego na modlitwie? Tak było.

    - Tu boli stała inwigilacja. Przełożeni bacznie przyglądają się temu, ile seminarzyści poświęcają czasu na modlitwę, a należy pamiętać, że to osobiste przeżycie duchowe. To sprawdza się podczas wieczornych modlitw. Jeden z duchownych wygadał się kiedyś, że to jest kontrolowane i na podstawie tego oceniana jest praktyka życia religijnego. Wiele w seminarium jest na pokaz. Ocenę tego, czy ktoś może przystąpić do kolejnych święceń pozostawia się radzie duchownych. Za zamkniętymi drzwiami decydują o losach danej osoby. Z anonimowych źródeł dowiadywałem się, że niektórym duchownym podczas takich posiedzeń puszczają wszystkie możliwe hamulce. Mogą tam mówić co chcą. Potem klerycy dowiadują się jaki jest werdykt rady i nikt nie wie, jak kto głosował w sprawie losów danego kleryka. To tłumaczy się wolą kościoła.

    Marcin się wahał, ale rodzice już wiedzieli, że dni w seminarium są policzone.

    - Z moją kondycją duchową i psychiczną było coraz gorzej, dostawałem napadów lęku, strach i niepewność tego co będzie. Los człowieka w seminarium potrafił się zmienić z chwili na chwilę. Przyjechałem pewnego dnia na urodziny mamy, nie miałem możliwości uczestniczyć w głównej uroczystości, bo zabroniono mi tego. Kiedy rodzice zobaczyli mnie przy stole już wiedzieli, że to koniec tych dni. Kilka dni później wezwano mnie do rektoratu, gdzie musiałem napisać własną, dobrowolną rezygnację - opowiada.

    - Spakowałem się w 40 minut. To wszystko działo się w momencie, kiedy cała wspólnota była na mszy. To dosyć częsta praktyka. Podejrzewam, że dziś seminarium chciałoby inaczej funkcjonować. System jest jednak tak skostniały, że wiele rzeczy nie ulega zmianie, a nadal praktykowane są metody, które z chrześcijaństwem nie mają wiele wspólnego.

    Przyjaźnie, których nie ma...

    - Pamiętajmy, że system kościelny to system kastowy. Niby braterskie relacje ustają z momentem, kiedy człowiek opuszcza seminarium. Duchowni nie utrzymują relacji a szkoda, bo wydaje się, że przyjaźń powinna trwać całe życie. Zasadniczo większość zawartych przeze mnie relacji zostało zerwanych z różnych powodów. Te relacje dość często nie były do końca zdrowe i były oparte na gruncie kościelnym, a nie na tym, o czym człowiekowi zależy - mówi.

    Mimo, że Marcin rozstał się z seminarium, nadal wierzy w Boga, modli się. Jednak zdecydowanie zaznacza, że trzyma się z dala od instytucji Kościoła.

    W ciągu ostatnich 20 lat liczba osób zgłaszających się seminariów duchownych spadła o 60 procent. W 2021 r. była mowa o spadku liczby chętnych o 15 proc. rok do roku. Po raz pierwszy od lat w żadnym diecezjalnym seminarium nie było więcej niż 20 kleryków. Są także przypadki takich miejsc, do których nikt nie przyszedł.
    W 2022 roku przestało funkcjonować seminarium w Bydgoszczy, bo było tam tylko 5 osób i nie zgłosił się nikt nowy. Z kolei metropolita wrocławski Józef Kupny zdecydował o połączeniu seminariów we Wrocławiu, Legnicy i Świdnicy. Zbyt mała liczba chętnych sprawiła, że przyszli księża będą kształcili się tylko we Wrocławiu.





    reklama

    Napisz co o tym myślisz!

    Zarezerwuj unikatowy login zanim wyprzedzą cię inni! Włącz się do dyskusji i wymieniaj poglądy na różne tematy z aktywną społecznością.

    Forum pod artykułem jest w trybie "tylko dla zalogowanych".

    2023-06-14 22:29:08 [185.117.85.*] id:1661079  
    [moderacja]: Napisała postów [874], status [rozpisany/na] Reputacja
    [moderacja]
    [-5]

    Nick:
    Treść:
    Pokaż - Ukryj  Odpowiedzi [1]
    2023-06-15 12:03:24 [5.173.105.*] id:1661110  
    [moderacja]: Napisał postów [3312], status [Szycha] Reputacja
    [moderacja]
    [-5]
    2023-06-15 05:29:09 [5.184.211.*] id:1661092  
    M1974P: Napisał postów [13888], status [VIP] Reputacja
    Bądź jak Marcin nie idż tam bo kościół ma złą opinię :( nie wszędzie :) ale wystarczy jedna czarna owca w stadzie i niszczy wizerunek ogółu niestety . Pedalstwo , pedofilia , buta , chamstwo i pycha to przykład brany od rządzących bo przecież to normalne według obecnej zasranej władzy .

    Nick:
    Treść:
    2023-06-15 05:00:17 [5.184.243.*] id:1661090  
    kemotazi: Napisał postów [511], status [starszy pismak] Reputacja
    No bo marcin, tak naprawdę nie miał powołania.

    Nick:
    Treść:
    2023-06-14 22:30:32 [185.117.85.*] id:1661080  
    Patryk100: Napisała postów [874], status [rozpisany/na] Reputacja
    No i jest jak zwykle "autorka" Kam_ila. Naprawdę jeszcze się ktoś na to nabiera?

    Nick:
    Treść:
    2023-06-14 21:37:16 [185.117.85.*] id:1661078  
    jarekzopola: Napisał postów [1166], status [stały bywalec] Reputacja
    jak już koryto się kurczy to się do niego nie pchają

    Nick:
    Treść: