- Autor: Mat
- Wyświetleń: 12887
- Dodano: 2012-08-19 / 06:17
- Komentarzy: 213
Śnią koszmary, ale chcą wracać na zagraniczne misje
Leszek Radzik ma za sobą 20 lat służby wojskowej. Na pierwszą misję zagraniczną wyleciał w 2006 roku do Iraku. - Wysiadając z samolotu na lotnisku w Kuwejcie myślałem tylko o tym, jak mocno rozgrzane są silniki samolotu. Pot dosłownie lał się ze mnie. Po chwili zrozumiałem, że to nie silniki, ale normalna temperatura w ciągu dnia – wspomina Radzik. Jego pierwsza misja w Iraku zbiegła się z powstaniem Muktady al-Sadra. - To był wyjątkowo gorący okres. Non stop powtarzały się ataki na bazy, a jednocześnie cały czas nieśliśmy pomoc miejscowej ludności. Począwszy od butelek z wodą poprzez budowanie szkół i dróg. Wszystko żeby przekonać miejscową ludność, że nie jesteśmy okupantami – podkreśla kapitan, który stacjonował wówczas w Diwaniji .
W Iraku Radzik „zaliczył” dwie misje – najpierw 8 miesięcy (2006 – 2007), a następnie 10 miesięcy (2008). Najboleśniejsze wspomnienia pozostały jednak z pierwszej zagranicznej służby. - Mam taki sen, który prześladuje mnie do dzisiaj. Przypominają mi się w nim autentyczne wydarzenia. Podczas zabezpieczenia wydawania pomocy humanitarnej w dosyć niebezpiecznym rejonie w naszym kierunku szybko nadjeżdżał samochód. Nagle zatrzymał się, zrobił kółko i pojawił się ponownie – opowiada Leszek Radzik. - Ja i dwóch kolegów oddaliśmy strzały ostrzegawcze. Samochód się zatrzymał, a w środku siedział mężczyzna bez nóg. Jechał tak dziwnie, bo miał problemy z prowadzeniem. Najgorsze, że w środku siedziała też czwórka małych dzieci. Czasem śni mi się, że nie wytrzymaliśmy napięcia i strzelaliśmy do samochodu – przyznaje żołnierz.
Zobacz także Wypadek na DK46. Siedem osób rannych. Droga jest zablokowana. LPR w akcji
Po dwóch misjach w Iraku wyjazd do Afganistanu w 2011 roku wydawał się łatwiejszy ze względu na zdobyte doświadczenie. - Które trzeba było w znacznym stopniu schować do kieszeni, bo choć panuje tam ta sama religia to ludzie są zupełnie inni. Bardziej dumni, niezależni. No i te warunki klimatyczne. Najgorsze miejsce na ziemi. Ogromna górzystość terenu – wylicza Radzik. - Baza w Ghazni, gdzie stacjonowałem położona jest na wysokości 2,5 tysiąca metrów. Proces aklimatyzacji w tym rejonie bywa bardzo uciążliwy – podkreśla. Kapitan pytany o wyjazd na kolejne misje odpowiada bez chwili zawahania – Jadę z miejsca, kiedy tylko pojawi się taka możliwość. To trudna służba, ale jak już złapało się tego bakcyla to chce się wracać – podsumowuje wojskowy.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
22 października
Nocna akcja na Malince w Opolu. Uderzyła w Forda, odjechała z piskiem i porzuciła włączone auto
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
23 października
Śmiertelny wypadek w Ligocie Dolnej. AKTUALIZACJA FOTO WIDEO
22 października
Wypadek na ulicy Witosa. Dwie osoby trafiły do szpitala
12 października
Śmierć 38-latka w Wołczynie. "Bili pięściami, kopali i używali łańcucha rowerowego" WIDEO
27 września
Ponad 21 kilometrów ulicami Opola. Półmaraton przyciągnął biegaczy i kibiców
30 września
Ponad 218 tys. zł dla prezesa spółki. Bedoes reaguje na sprawę Cancer Fighters




W dyskusji: 213