- Autor: Dagmara
- Wyświetleń: 1672
- Dodano: 2026-10-12 / 19:00
- Komentarzy: 1
Śmierć 38-latka w Wołczynie. "Bili pięściami, kopali i używali łańcucha rowerowego" WIDEO
Do tragicznych wydarzeń doszło w nocy z 2 na 3 marca 2026 roku przy w Wołczynie. Według prokuratury dwóch młodych mężczyzn, Sebastian C. i Krzysztof H., wspólnie zaatakowało 38-letniego Mateusza M. Mężczyzna został dotkliwie pobity, a następnie miał być przytrzymywany pod wodą. Mężczyźni wcześniej razem spożywali alkohol.
12 października przed Sądem Okręgowym w Opolu rozpoczął się proces w tej sprawie. Na salę rozpraw doprowadzono obu oskarżonych, którzy wcześniej składali wyjaśnienia w trakcie śledztwa. Ich relacje różniły się jednak w istotnych szczegółach, przede wszystkim dotyczących tego, który z nich odpowiadał za przemoc w wodzie.
Zobacz także Kierowca ciężarówki i rowerzystka zginęli na miejscu. 19-latek z opolskiego został ranny
Prokuratura: bili pięściami, kopali i używali łańcucha rowerowego
Jak wynika z aktu oskarżenia, obaj mężczyźni mieli wspólnie pobić pokrzywdzonego, uderzając go pięściami i otwartą dłonią, a następnie kontynuować atak, gdy znalazł się na ziemi. Według śledczych do zadawania ciosów wykorzystano również łańcuch rowerowy owinięty wokół dłoni.
U 38-latka stwierdzono liczne obrażenia, między innymi sińce twarzy i klatki piersiowej, otarcia naskórka oraz krwiaki. Zdaniem prokuratury napastnicy nie poprzestali jednak na pobiciu.
Według oskarżyciela publicznego mężczyźni zepchnęli pokrzywdzonego do cieku wodnego, a następnie kontynuowali atak, przytrzymując jego głowę pod powierzchnią wody. Prokuratura zarzuca im działanie w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia.
Zobacz także Ponad 100 kilometrów za nią. Karolina Szczepaniak płynie przez Bałtyk dla Piotra. Aktualizacja
Podstawą skierowania aktu oskarżenia były między innymi oględziny miejsca odnalezienia ciała, wyjaśnienia podejrzanych, eksperymenty procesowe, wyniki sekcji zwłok oraz badań laboratoryjnych.
Jako pierwszy podczas rozprawy został przesłuchany Sebastian C. Sąd odczytał jego wcześniejsze relacje ze śledztwa. Już pierwsze z nich znacząco różniły się od tego, co opowiadał w kolejnych miesiącach.
Podczas przesłuchania 4 marca Sebastian C. twierdził, że razem ze swoim wujem, Krzysztofem H., pojechał do Wołczyna. Tam spotkali nad stawem 38-letniego Mateusza M., z którym spożywali alkohol. Później spotkali go ponownie i wspólnie udali się w kierunku stadionu.
Do konfliktu miało dojść na mostku. Krzysztof H. podejrzewał, że napotkany mężczyzna robi im zdjęcia telefonem.
"Wujek powiedział do mnie, że on chyba robi nam zdjęcia. Krzysztof Hołuj wstał i jego uderzył ręką w okolicę lewego oka" - wynika z odczytanych wyjaśnień Sebastiana C.
Zobacz także Odra Opole zaprezentowała drużynę na sezon 2026/27
Oskarżony twierdził, że Krzysztof H. rozpoczął bójkę, a on sam próbował ich rozdzielić. Przyznał jednak, że uderzył obu mężczyzn łańcuchem rowerowym, który owinął wokół dłoni.
Według jego pierwszej wersji, kiedy pokrzywdzony zaczął uciekać, Krzysztof H. dogonił go i brutalnie kopał.
"Nie będę oszukiwał, bił go pięścią w twarz mocno. On ma trochę pary w rękach" - relacjonował wówczas Sebastian C.
Twierdził również, że to wujek wepchnął 38-latka do wody, a on sam wskoczył za pokrzywdzonym, żeby mu pomóc.
Zobacz także Śmierć czterolatki z Gogolina. Są wyniki sekcji zwłok i zarzuty dla matki
"Nie wezwałem pomocy, bo byłem wypity. Mamie powiedziałem, że wyciągnąłem człowieka z wody. Nie mówiłem o pobiciu" - wyjaśniał po zatrzymaniu.
Zapewniał także, że pokrzywdzony żył, kiedy odchodził z miejsca zdarzenia.
Podczas rozprawy Sebastian C. oświadczył jednak, że nie podtrzymuje tych wyjaśnień.
"Zmyśliłem to". Oskarżony przyznał, że wcześniej nie mówił prawdy
Sąd odczytał następnie kolejne wyjaśnienia oskarżonego, w tym z przesłuchania 28 kwietnia. Wtedy Sebastian C. przedstawił zupełnie inną relację.
Zobacz także Zdarzenie z udziałem pięciu pojazdów we Wrzoskach. Jeden z kierowców zabrany w kajdankach
"Nie pamiętam podczas składania poprzednich wyjaśnień tego wszystkiego, co się stało, więc mogłem w całości nie mówić prawdy" - tłumaczył.
Przyznał, że na mostku celowo uderzał pokrzywdzonego pięścią owiniętą łańcuchem rowerowym.
"Moje pierwsze uderzenia pięścią były celowe pokrzywdzonego. Nie jest prawdą, co mówi wujek, że on go uderzył tylko raz otwartą dłonią w twarz na mostku" - wynika z protokołu przesłuchania.
Przyznał również, że wspólnie z wujem pobili mężczyznę, choć, jak twierdził, nie planowali wcześniej ataku.
Zobacz także Ciężarówka przewróciła się na A4. Kierowca trafił do szpitala
"To była nasza decyzja, że go pobiliśmy wspólnie, ale to było nagle, nie planowaliśmy tego" - mówił.
Oskarżony wycofał się też z wcześniejszego twierdzenia, że pomógł pokrzywdzonemu wydostać się z wody.
"Nie jest prawdą, że wyciągnąłem pokrzywdzonego tym drugim brzegiem od strony pola. Zmyśliłem to. Zmyśliłem też to, że wtedy pokrzywdzony coś tam do nas krzyczał" - przyznał.
W kolejnej części przesłuchania Sebastian C. opisywał, co miało wydarzyć się po tym, jak 38-latek wpadł do wody.
"W tej wodzie ja go biłem, a wujek go topił" - wyjaśniał.
Zobacz także Wjechała wprost pod prawidłowo jadący samochód
Twierdził, że widział, jak Krzysztof H. przytrzymywał pokrzywdzonego za barki pod wodą.
"Widziałem, jak pokrzywdzony ruszał mocno rękami, jakby chciał się uwolnić" - relacjonował.
Zapytany, dlaczego nie pomógł mężczyźnie, odpowiedział:
"Ja nie wiem czemu, ale sam się bałem wtedy wujka. Jak jest pijany, to zdarza się, że jest mocno agresywny".
Zobacz także Zderzenie skutera z Toyotą w centrum Opola. Jedna osoba poszkodowana
Mimo tak szczegółowych wcześniejszych relacji podczas rozprawy Sebastian C. ponownie zmienił stanowisko. Wycofał się między innymi z części wyjaśnień dotyczących podtapiania pokrzywdzonego.
Sąd wielokrotnie dopytywał go o powody tej zmiany. Przewodniczący zwracał uwagę, że jeszcze w kwietniu oskarżony szczegółowo opisywał przebieg wydarzeń w wodzie, a teraz przedstawia inną wersję.
Sebastian C. nie potrafił jednoznacznie wyjaśnić, dlaczego jego relacje tak znacząco się różnią. Twierdził, że mylą mu się pojęcia, podtapianie i bicie. W trakcie pytań dotyczących ostatnich chwil pokrzywdzonego mówił o szarpaninie i zadawaniu ciosów pięściami w wodzie. Nie potrafił jednak odtworzyć wszystkich szczegółów zajścia.
Następnie sąd przeszedł do wyjaśnień Krzysztofa H., wuja Sebastiana C. Mężczyzna również odmówił składania nowych wyjaśnień. Podtrzymał jednak w całości relację złożoną 4 marca, bezpośrednio po zatrzymaniu.
Krzysztof H. przyznał, że to on rozpoczął konflikt z pokrzywdzonym. Powodem również miały być zdjęcia, które według oskarżonych 38-latek robił im telefonem.
Zobacz także Śmierć 4-letniej dziewczynki w Gogolinie. Policja zatrzymała matkę
"Ja zwróciłem uwagę, że on ma to skasować. Powiedziałem do niego: skasuj to albo zabiorę ci telefon i sam to skasuję. On powiedział, że nie usunie" - wyjaśniał.
Mężczyzna twierdził, że podejrzewał nawet, iż pokrzywdzony może być policjantem.
"Ja pierwszy uderzyłem go z liścia w twarz. On się na mnie rzucił z pięściami i upadliśmy na ziemię, gdzie się szarpaliśmy" - przyznał w odczytanym protokole.
Według jego relacji do bójki dołączył Sebastian C., który miał uderzać obu mężczyzn łańcuchem rowerowym.
Zobacz także Opole uczciło 82. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego
Krzysztof H. przyznał także, że kiedy pokrzywdzony próbował uciekać, dogonił go i podciął mu nogę.
"Ja dogoniłem i kopnąłem w nogę, żeby upadł. On upadł do rzeki, Sebastian wszedł do rzeki za nim, ja też tam wszedłem" - opisywał.
W odróżnieniu od relacji siostrzeńca Krzysztof H. utrzymywał, że to Sebastian C. podtapiał pokrzywdzonego.
"On podduszał go częściowo, to znaczy wkładał głowę pod wodę i wyciągał. I jeszcze mu zadawał ciosy w twarz. On z dwa lub trzy razy wkładał mu głowę pod wodę" - wynika z jego wyjaśnień.
Oskarżony przekonywał, że sam nie brał już wtedy udziału w biciu, lecz jedynie obserwował zajście.
Zobacz także Zabytkowy pałac w Woskowicach Małych po kompleksowej rewitalizacji
"Ja stałem w rzece i tylko przyglądałem się, jak Sebastian podtapiał tego mężczyznę" - wyjaśniał.
W dalszej części relacji stwierdził, że pokrzywdzony po wszystkim wyszedł z rzeki i usiadł na brzegu. Zapewniał, że w chwili ich odejścia mężczyzna żył.
Kiedy sąd zapytał Krzysztofa H., czy podtrzymuje odczytane wyjaśnienia, oskarżony odpowiedział, że w całości. Kolejne odczytane zeznanie nie łaczyło się z poprzednimi, było najbardziej zbieżne z tymi przedstawionymi przez siostrzeńca i te również potwiedził oskarżony.
Obaj wskazywali na siebie nawzajem
Zobacz także Tragiczny finał porannego zdarzenia w Lędzinach
Wyjaśnienia oskarżonych pozostają sprzeczne w najważniejszych kwestiach. Krzysztof H. twierdził, że to jego siostrzeniec wielokrotnie zanurzał głowę pokrzywdzonego pod wodą. Sebastian C. w jednej ze swoich późniejszych relacji przyznał się do bicia w wodzie, ale utrzymywał, że to wujek przytrzymywał 38-latka pod powierzchnią. Krzysztofa H. ostatecznie potwierdził, że siostrzeniec bił poszkodowanego, a to on ostatecznie przytrzymał poszkodowanego pod wodą.
Różnice dotyczyły również liczby zadawanych ciosów, zachowania pokrzywdzonego i tego, co wydarzyło się bezpośrednio przed opuszczeniem miejsca zdarzenia.
Podczas rozprawy sąd odczytywał kolejne protokoły, konfrontując oskarżonych z ich wcześniejszymi wypowiedziami. W postępowaniu przygotowawczym przeprowadzono także eksperymenty procesowe, podczas których podejrzani odtwarzali przebieg wydarzeń.
To właśnie ustalenie rzeczywistego przebiegu zdarzeń, szczególnie ostatnich chwil życia Mateusza M., będzie jednym z najważniejszych elementów procesu.
"Córka codziennie pyta o tatę"
Zobacz także Święto Policji na Placu Wolności. Trwa rodzinny piknik w centrum Opola
Na sali rozpraw obecna była również Natalia M., 34-letnia żona zmarłego. Kobieta opowiedziała o ich wspólnym życiu i ostatnim dniu, w którym widziała męża.
"Jest mi bardzo ciężko. Znaliśmy się 18 lat, a 13 byliśmy małżeństwem. Mąż czuł się bezpieczny, miał dużo znajomych, był dobrym człowiekiem. W życiu nie spodziewałabym się, że coś takiego go spotka" - mówiła.
Jak relacjonowała, 2 marca zawiozła męża między godziną 18 a 19 do kolegi. Mężczyźni opiekowali się stawem w Wołczynie, który dzierżawili, dlatego 38-latek spędzał tam dużo czasu. Później się już nie kontaktowali i nie umawiali na konkretną godzinę powrotu.
Śmierć ojca szczególnie mocno odbiła się na dzieciach. Jak powiedziała kobieta, jej 13-letni syn uczęszcza obecnie na psychoterapię. Pomocy psychologicznej wymaga również czteroletnia córka.
Zobacz także Znamy zwycięzcę. Najpiękniejsza na Ultor Master Truck Show WIDEO
- Syn uczęszcza na zajęcia psychoterapii, miał z tatą cudowne relacje. Córka codziennie pyta o tatę. Córka także chodzi na zajęcia z psychologiem - mówiła Natalia M.
Proces przed Sądem Okręgowym w Opolu dopiero się rozpoczął. Sąd będzie oceniał zebrany materiał dowodowy, w tym rozbieżne wyjaśnienia oskarżonych, dokumentację z sekcji zwłok oraz zapisy eksperymentów procesowych. Obaj mężczyźni odpowiadają za zarzucane im zabójstwo, a o ich winie rozstrzygnie sąd.
Zobacz także Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
reklama
Wydarzenia pod patronatem portalu
Forum
reklama
Najczęściej czytane
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
27 września
Ponad 21 kilometrów ulicami Opola. Półmaraton przyciągnął biegaczy i kibiców
30 września
Ponad 218 tys. zł dla prezesa spółki. Bedoes reaguje na sprawę Cancer Fighters
3 października
Jarmark Świętego Michała trwa na opolskim Rynku. Dziś fireshow i warsztaty
25 września
Pierwsza beczka odszpuntowana na opolskim Rynku
12 września
Cosplay to nie tylko efektowne stroje. Trwa Opolcon czyli Festiwal Fantastyki


W dyskusji: 1