- Autor: Seeb
- Wyświetleń: 37919
- Dodano: 2011-04-28 / 18:02
- Komentarzy: 222
Dwie osoby zginęły w wypadku
- Kierowca samochodu osobowego na angielskich numerach rejestracyjnych z nieustalonej przyczyny zjechał na lewą stronę jezdni i uderzył w drzewo - informuje dyżurny Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu.
Dwie osoby - kierujący pojazdem i jeden z pasażerów zginęli na miejscu. Dwie kolejne osoby ranne trafiły do szpitala.
Zobacz także Wypadek z udziałem motyclisty. Dwie osoby trafiły do szpitala. Są utrudnienia
- Na tę chwilę wiemy, że jedną z ofiar jest 28-letni mieszkaniec powiatu oleskiego - mówi asp. Aneta Czekaj, rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Kluczborku.
Przez trzy godziny droga była całkowicie zablokowana, a ruch odbywał się objazdami.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
17 sierpnia
Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
17 sierpnia
"Siódmy raz na pielgrzymim szlaku". Z Opola ruszyli w stronę Jasnej Góry
12 sierpnia
Za nami zaćmienie Słońca. Pochwalcie się swoimi zdjęciami
17 sierpnia
Granat moździerzowy na placu zabaw przy ulicy Niemodlińskiej. Na miejscu saperzy AKTUALIZACJA
30 sierpnia
76-latek miał nie ustąpić pierwszeństwa motocykliście. Dwie osoby trafiły
2 sierpnia
Ponad 100 kilometrów za nią. Karolina Szczepaniak płynie przez Bałtyk dla Piotra. Aktualizacja
10 sierpnia
Od dziś więcej miejsc do parkowania w centrum Opola









W dyskusji: 222
co prawda nieunikniona, ale na pewno niespodziewanie.
Bezdomny w pijackim amoku otworzył usta. Chciał przywołać kompana. Zamiast słów
zniecierpliwienia wydał z siebie jednak niezrozumiały bełkot. Skąd mógł wiedzieć, że i tak
zupełnie niepotrzebnie? Martwi przecież, nas, żywych nie są w stanie usłyszeć. Wprawdzie
w sensie fizjologicznym nie był martwy. Ale trupem był właściwie już od dobrych kilku minut.
Z tą różnicą, że serce kloszarda wciąż biło. Jeszcze przez kilka sekund.
Od bezdomnego, mimo chłodu ze swojej natury maskującego wszelkie zapachy, bił nieznośny
fetor. Ktokolwiek znalazłby się obok, poczułby smród. Cuchnący melanż kału, moczu, najpodlejszego
sortu alkoholu zmiksowany ze smrodem zapalonych po raz kolejny niedopałków.
Bezdomnemu to najwyraźniej jednak nie przeszkadzało. Składało się na to kilka przyczyn.
Przez lata życia na ulicy przyzwyczaił do permanentnego braku higieny.
Drugi powód był znacznie mniej prozaiczny. Ten człowiek umierał. Nie wiedział tego. Nie
był świadomy stanu, w jakim się znalazł. Ale fakty pozostawały nieubłagane. Ogień życia migotał
już i nie było najmniejszych szans, że jeszcze zapłonie jasnym ogniem. Smród rozlanej na
powierzchni morza ropy, śmiesznie mało przeszkadza kapitanowi idącego na dno tankowca.
Zirytowany nieobecnością swojego cuchnącego identycznie jak on sam towarzysza, mężczyzna
postanowił ruszyć. Pijany podniósł się z połamanej, brudnej wersalki. Tylko niezwykle
szczęśliwe zrządzenie losu sprawiło, że nie zranił sobie przy tym dłoni o wystające z materaca
sprężyny. Zamiast kroku w przód, opadł bezsilny na zdezelowany mebel. Tak zakończyła ta
się ekspedycja. Chwilę potem, bezwładne ciało wygiął nagły spazm. Skurczony z głodu i wlewania
weń alkoholu żołądek, podniósł się. Z gardła wydobył się charkot. Niczym rezonans
uwięzłych w krtani ciem, szerszeni i nieustannie latających pszczół.
Trwało to krótko. Ot, taka, mniej więcej dziesięciosekundowa agonia. Potem głos z czeluści
robaczywego ciała ucichł. W szalecie nastała głucha, zimna cisza.
Nieruchome ciało przypominało manekina. Jak z witryn butików, ale z kończynami wykręconymi
tajemniczą siłą w nienaturalnej pozie.
Tymczasem, gdzieś dalej w szalecie na pozór identyczny jak ofiara konwulsji, drugi człowiek
w łachmanach wciąż nie wracał. Też bowiem spotkał swój koniec. I to zupełnie według
innego, o wiele bardziej przerażającego i makabrycznego scenariusza.