- Autor: Dagmara
- Wyświetleń: 739
- Dodano: 2026-08-07 / 16:00
- Komentarzy: 6
Cztery miesiące bez wody. Mieszkańcy Komorzna wciąż czekają na rozwiązanie problemu
Problem rozpoczął się 18 kwietnia. Mieszkańcy zauważyli, że woda płynąca z kranów ma nietypowy zapach i rdzawy kolor. Jak relacjonują, to oni jako pierwsi zaczęli alarmować wodociągi i ostrzegać się nawzajem. Od tamtej pory woda z sieci może być używana jedynie do spłukiwania toalet.
Do picia, gotowania, mycia naczyń czy przygotowywania posiłków potrzebna jest woda butelkowana albo dostarczana przez strażaków i beczkowozy. Największym problemem pozostają jednak czynności, do których potrzeba jej znacznie więcej - kąpiel, pranie i codzienne utrzymanie domu.
Zobacz także Wypadek z udziałem motyclisty. Dwie osoby trafiły do szpitala. Są utrudnienia
- Na samej wodzie do picia to się nie kończy. My nie mamy gdzie zmywać naczyń, nie mamy gdzie robić prania, nie mamy gdzie się wykąpać - mówi Justyna, mieszkanka Komorzna.
Pranie wozi do teściowej lub matki, mieszkających kilkanaście i kilkadziesiąt kilometrów dalej. Tam razem z córką korzysta także z prysznica. Gdy coś trzeba wyprać od razu, przynosi wodę z beczki i robi to ręcznie.
Na początku mieszkańcy zaklejali krany taśmą, aby przez przyzwyczajenie nie użyć wody z sieci. Po czterech miesiącach nowe zasady stały się częścią codzienności, choć nie oznacza to, że łatwiej je zaakceptować.
- Wszyscy mówią, żeby czekać, czekać, czekać, ale ile możemy czekać? - pyta mieszkanka.
Zobacz także "Życzliwy" zgłosił chłopca sprzedającego lemoniadę. Strażnicy "zabezpieczyli" cały towar
Mieszkańcy podkreślają, że szczególnie trudne jest funkcjonowanie w czasie upałów. Do kąpieli jednej osoby potrzeba od 20 do 40 litrów wody. Trzeba ją przynieść lub przywieźć, następnie podgrzać i wykorzystać w ograniczonych warunkach.
Osoby posiadające samochody zabierają ze sobą kilka dużych pojemników. Seniorzy transportują wodę rowerami, taczkami albo noszą ją pieszo. Choć w miejscowości pojawiło się więcej zbiorników, samo dostarczenie potrzebnej ilości do domu nadal wymaga wysiłku.
- Najgorzej mają osoby starsze, które nie mają samochodów. Rowerami to wożą albo noszą piechotą - mówi Krzysztof, mieszkanieć.
Część mieszkańców korzysta z wody w kranach na własne ryzyko. Dotyczy to przede wszystkim kąpieli i prania, ponieważ przy kilkuosobowej rodzinie regularne dowożenie odpowiedniej ilości wody staje się bardzo trudne. Inni nadal całkowicie unikają kontaktu z wodą z sieci.
Grzegorz mieszkaniec Komorzna podkreśla, że mieszkańcy nie wiedzą, kiedy problem zostanie rozwiązany. Otrzymują wyniki kolejnych badań, jednak wskazane w komunikatach punkty poboru nie są przypisane do konkretnych ulic. Stężenie zanieczyszczenia ma w jednych miejscach spadać, a w innych ponownie rosnąć.
Zobacz także Żmija na posesji w Bierdzanach. Jak się zachować w takiejsytuacji?
- Nie ma najmniejszego, przybliżonego terminu, który władze potwierdziłyby jako termin, kiedy będziemy mogli spożywać wodę - mówi mieszkaniec.
Niepokój dotyczy również domowych instalacji. Mieszkańcy zastanawiają się, co znajduje się w bojlerach, pralkach, zmywarkach i rurach prowadzących wodę do poszczególnych budynków. Skażona woda trafiła do nich jeszcze przed wydaniem pierwszego komunikatu.
Mieszkańcy wskazują, że po oczyszczeniu głównej sieci nadal konieczne może być sprawdzenie wody w poszczególnych gospodarstwach. Zwraca uwagę, że zimna i ciepła woda musiałyby zostać przebadane oddzielnie. Według przekazanych mu informacji koszt analizy jednej próbki to około 1200 zł. Oczekują również jasnej informacji, w jaki sposób oczyścić bojlery, zbiorniki i instalacje wewnątrz domów. Część osób montuje filtry węglowe, inni rozważają budowę własnych studni. Nie każdy ma jednak taką możliwość.
Nie została także oficjalnie potwierdzona przyczyna skażenia. Wśród mieszkańców pojawiają się informacje, że substancja mogła przedostać się do sieci przez hydrant, jednak osoby zabierające głos zaznaczają, że nie otrzymały w tej sprawie jednoznacznej odpowiedzi.
Zobacz także Święto Policji na Placu Wolności. Trwa rodzinny piknik w centrum Opola
Po czterech miesiącach coraz częściej pojawia się pytanie, czy samo płukanie sieci wystarczy. Mieszkańcy wskazują na możliwość wymiany głównych rur, która ich zdaniem pozwoliłaby przynajmniej określić termin zakończenia prac.
Na razie pozostają beczkowozy, dostawy wody i codzienne planowanie jej zużycia. Każde gotowanie, pranie czy kąpiel zaczynają się od sprawdzenia, ile litrów zostało jeszcze w domu.
Stanowisko administracji jest jednak bardziej optymistyczne. Wicewojewoda opolski Piotr Pośpiech podkreśla, że sytuacja od początku jest traktowana jako kryzysowa, jednak zgodnie z przepisami za prowadzenie działań odpowiada burmistrz Wołczyna, a administracja rządowa wspiera samorząd oraz służby.
Jak zaznacza, od wykrycia skażenia regularnie prowadzone są badania w 18 punktach sieci wodociągowej, a kolejne pomiary przeplatane są intensywnym płukaniem instalacji. Według przedstawionych przez niego danych stężenie chloropiryfosu znacząco spadło w porównaniu z pierwszymi tygodniami po wykryciu skażenia.
- Zaczynało się to całe nieszczęście w Komorznie od wskazań rzędu 38,7 czy nawet 800. Ostatnie wyniki pokazują przekroczenia już tylko w trzech punktach - mówi Piotr Pośpiech.
Zobacz także Śmiertelne potrącenie na torach pod Opolem. Pociągi mają opóźnienia
Jednocześnie przyznaje, że nie można wskazać terminu zakończenia akcji. Jak tłumaczy, pestycyd może utrzymywać się w elementach instalacji wodociągowej i domowych przyłączach, dlatego w różnych miejscach sieci przekroczenia mogą pojawiać się jeszcze przez pewien czas.
6 sierpnia odbyło się posiedzenie Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego z udziałem przedstawicieli sanepidu, samorządu i ekspertów technicznych, poświęcone sytuacji w Komorznie. Z najnowszych ustaleń wynika, że w próbkach pobranych 28 lipca u odbiorców stwierdzono już tylko nieznaczne przekroczenia, co ma umożliwić stopniowe przywracanie wody tam, gdzie parametry są prawidłowe. Zalecono odseparowanie nadal skażonych fragmentów sieci, dalsze płukanie, dezynfekcję i badania, a także montaż zaworów zwrotnych i antyskażeniowych na przyłączach, gdzie ich brakuje. Kontrole mają objąć najpierw sieć przy przyłączach do gospodarstw, a następnie również instalacje wewnętrzne w domach. Mieszkańcom zalecono także płukanie instalacji oraz wymianę starych filtrów i zużytych elementów.
Według informacji przekazanych przez Urząd Wojewódzki, badania prowadzone przez Inspekcję Ochrony Środowiska, Inspekcję Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz Inspekcję Weterynaryjną nie wykazały obecności chloropiryfosu w środowisku ani zagrożeń dla zwierząt hodowlanych.
Wicewojewoda odniósł się również do pojawiających się postulatów wprowadzenia stanu klęski żywiołowej. Jak podkreślił, obecnie - w ocenie administracji - nie są spełnione ustawowe przesłanki do ogłoszenia takiego stanu, a do wojewody nie wpłynął formalny wniosek w tej sprawie.
Zobacz także Ponad 100 kilometrów za nią. Karolina Szczepaniak płynie przez Bałtyk dla Piotra. Aktualizacja
Pośpiech odniósł się także do obaw mieszkańców dotyczących bezpieczeństwa wody po osiągnięciu dopuszczalnych norm. Podkreślił, że administracja opiera się na opiniach ekspertów oraz Państwowego Zakładu Higieny.
- Normę mamy określoną przepisami prawa. Sytuacja będzie rozstrzygana absolutnie na korzyść mieszkańców - zapewnia.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
17 sierpnia
Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
12 września
Cosplay to nie tylko efektowne stroje. Trwa Opolcon czyli Festiwal Fantastyki
12 września
"Nie chcę, żeby ktoś mi mówił, kogo mam kochać". Marsz Równości przeszedł ulicami Opola
14 września
Maryla Rodowicz zostaje w Opolu. Wszystko za sprawą muralu WIDEO
19 września
Ponad dwie tony śmieci wyłowione z Kamionki Piast
19 września
Ruszyła budowa obwodnicy Namysłowa za 103 mln zł






W dyskusji: 6