- Autor: Seeb
- Wyświetleń: 7754
- Dodano: 2009-01-30 / 12:14
- Komentarzy: 118
37-latek odpowie za napady w Opolu
Pierwsze zdarzenie miało miejsce 29 grudnia ubiegłego roku, a drugie 6 stycznia tego roku. W obu przypadkach sprawca, po sterroryzowaniu obsługi, skradł pieniądze.
Do podobnych zdarzeń doszło również 13 stycznia br. w Gliwicach, a 14 w Katowicach. Do ostatniego z rozbojów doszło we wtorek 27 stycznia w Gliwicach. Jak ustalili policjanci sposób działania był podobny jak w poprzednich przypadkach.
Zobacz także Wypadek na ulicy Niemodlińskiej w Opolu. Dwie osoby w szpitalu
Prowadzący sprawę kryminalni z Opola wytypowali mężczyznę mieszkającego na Dolnym Śląsku, podejrzewanego o dokonanie tych przestępstw. Podjęto współpracę z policjantami z sąsiednich województw.
W niecałe 2 godziny po ostatnim zdarzeniu, wrocławscy funkcjonariusze zatrzymali na terenie swojego miasta 37-letniego Adama L.
Zatrzymany został przewieziony do Opola. Wczoraj Prokurator Rejonowy w Opolu przedstawił mu zarzuty dokonania 5 rozbojów w placówkach finansowych. Dziś decyzją sądu, mężczyzna został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące.
Jak się okazało, Adam L. 23 grudnia ub. roku opuścił areszt, w którym przebywał w związku z podobnym przestępstwem, do którego doszło w ubiegłym roku we Wrocławiu. Wtedy dobrowolnie poddał się karze.
Zobacz także Kierowca ciężarówki i rowerzystka zginęli na miejscu. 19-latek z opolskiego został ranny
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
17 sierpnia
Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
17 sierpnia
"Siódmy raz na pielgrzymim szlaku". Z Opola ruszyli w stronę Jasnej Góry
12 sierpnia
Za nami zaćmienie Słońca. Pochwalcie się swoimi zdjęciami
2 sierpnia
Ponad 100 kilometrów za nią. Karolina Szczepaniak płynie przez Bałtyk dla Piotra. Aktualizacja
17 sierpnia
Granat moździerzowy na placu zabaw przy ulicy Niemodlińskiej. Na miejscu saperzy AKTUALIZACJA
10 sierpnia
Od dziś więcej miejsc do parkowania w centrum Opola
30 sierpnia
76-latek miał nie ustąpić pierwszeństwa motocykliście. Dwie osoby trafiły







W dyskusji: 118
Jack Crawford spojrzał na sympatyczny stary dom. W ostrym świetle bielały wypłukane solą belki.
- Powinienem cię złapać w Marathon, jak wychodziłeś z pracy - zaczął. - Tutaj pewnie nie chcesz o tym mówić.
- Ja nigdzie nie chcę o tym mówić, Jack. Ale skoro musisz, to zaczynaj. Tylko nie wyciągaj żadnych zdjęć. Jeżeli przyniosłeś zdjęcia, to zostaw je w teczce... Molly i Willy wkrótce wrócą.
- Ile wiesz?
- Tyle, ile było w „Miami Herald” i „Timesie” - odparł Graham. - Dwie rodziny zabite w swoich domach w odstępie miesiąca. W Birmingham i Atlancie. Okoliczności podobne.
- Nie podobne, tylko takie same.
- Ilu już się przyznało?
- Kiedy dzwoniłem po południu, to było osiemdziesięciu sześciu - objaśnił Crawford. - Szurnięci. Żaden nie znał szczegółów. Morderca tłucze lustra i posługuje się ich kawałkami. Żaden tego nie wiedział.
- Czego jeszcze nie podałeś do prasy?
- Jest blondynem, praworęczny i naprawdę silny, nosi buty rozmiar jedenaście. Zna się na węzłach. Działa zawsze w gładkich rękawiczkach.
- To mówiłeś w wywiadach.
- Niezbyt dobrze sobie radzi z zamkami - ciągnął Crawford. - Ostatnim razem używał diamentu i przyssawki, żeby się dostać do domu. Aha, grupa krwi AB dodatnia.
- Ktoś go skaleczył?
- Tego nie wiemy. Określiliśmy go przez nasienie i ślinę. Zostawia je na miejscu zbrodni. - Crawford spojrzał na gładkie morze. - Will, chcę cię o coś zapytać. Widziałeś to w gazetach. O drugim przypadku trąbiła telewizja. Nie przyszło ci na myśl, żeby do mnie zadzwonić?
- Nie.
- Dlaczego?
- O tym w Birmingham nie było zbyt dużo szczegółów. Wszystko wchodziło w grę... zemsta, krewni.
- Ale po drugim wiedziałeś, kto to.
- Tak, psychopata. Nie zadzwoniłem, bo nie chciałem. Wiem, kogo już w to wciągnąłeś. Masz najlepsze laboratorium. Masz Heimlicha w Harvardzie, Blooma z Uniwersytetu Chicago... - i ciebie. Siedzisz sobie tutaj i naprawiasz jakieś pieprzone motory do łodzi.
- Nie wydaje mi się, żebym znowu tak bardzo ci się przydał. Nawet już o tym nie myślę.
- Naprawdę? Złapałeś dwóch. Dwóch ostatnich ty złapałeś.
- Jak? Robiąc dokładnie to samo, co reszta.
- Nie dokładnie to samo, Will. Rozumujesz w trochę inny sposób.
- Myślę, że z tym moim rozumowaniem to zdrowa zadyma.
- Wykonałeś kilka posunięć, których nigdy nie wyjaśniłeś.
- Dowody były oczywiste.
- Tak, tak, z pewnością. Nawet bardzo, tylko potem. Dopóki ich nie mieliśmy w garści, wiedzieliśmy tyle, co kot napłakał.
- Masz ludzi, których ci potrzeba, Jack. Ja wiele nie pomogę. Przyjechałem tutaj, żeby od tego wszystkiego uciec.
- Wiem. Ostatnim razem porządnie dostałeś. Ale teraz wyglądasz dobrze.
- I czuję się dobrze. Nie chodzi o tę ranę. Tobie też się dostało.
- Owszem, ale nie aż tak.
- Nie o to chodzi. Postanowiłem z tym skończyć. Nie potrafię ci tego wytłumaczyć.
- Rozumiem, nie mogłeś już na to patrzeć...
- Nie. Nie chodzi o... samo patrzenie. To zawsze jest paskudne, ale po jakimś czasie można się przyzwyczaić, jeżeli tylko ofiary nie żyją. Gorsze są szpitale i wywiady. Trzeba wszystko z siebie wyrzucić, żeby główkować dalej. Wydaje mi się, że już bym tak nie mógł. Może jeszcze umiałbym patrzeć, ale już nie myśleć.
- Ci nie żyją, Will - podsunął Crawford delikatnie.
W głosie Grahama Jack Crawford słyszał własny rytm mowy i składnię. Widywał już, jak Will demonstrował to z innymi ludźmi, kiedy w napięciu często wpadał w styl rozmówcy. Początkowo Crawford myślał, że to celowy zabieg, żeby rozmowa szła płynniej.
Później zorientował się, że Graham robi to nieświadomie, że czasami chce przerwać, ale nie potrafi.
Crawford sięgnął do kieszeni marynarki i wyłożył na stół dwa zdjęcia.
- Wszyscy nie żyją - stwierdził.
Graham wpatrywał się w niego przez chwilę, zanim wziął zdjęcia.
Zwykłe fotografie rodzinne: kobieta idzie brzegiem jeziorka, za nią trójka dzieci i kaczka, niosą rzeczy na piknik. Rodzina stoi za tortem.
Po niecałej minucie odłożył zdjęcia, zsunął je razem jednym palcem i spojrzał na plażę daleko w dole, gdzie chłopczyk nachylał się nad czymś w piasku. Kobieta przyglądała mu się z ręką opartą na biodrze, a rozbite fale obmywały jej stopy. Odchyliła się trochę, by odrzucić z ramion mokre włosy.
Graham, ignorując gościa, obserwował Molly i chłopca tak długo, jak długo patrzył na zdjęcia.
Crawford był zadowolony. Z taką samą starannością, z jaką wybrał miejsce rozmowy, próbował teraz nie okazywać satysfakcji. Przynęta zarzucona. Niech się ryba złapie.
Trzy nadzwyczaj szpetne psy podeszły do stołu i rozłożyły się wokół.
- Rany boskie! - zdziwił się Crawford.