Sławomir Szota nie zrezygnował z funkcji oficera rowerowego i nie został też zwolniony przez MZD.(Fot: archiwum)
Zobacz takze Na Górze Świętej Anny uczczono Narodowy Dzień Powstań Śląskich
- Sławomir Szota, pełniący dotąd tę funkcje w Opolu, zrezygnował, zaskakując tym swoich pracodawców. Nowym oficerem rowerowym może zostać każdy, kto czuje się na siłach – napisała w poniedziałek opolska Gazeta Wyborcza powołując się na oświadczenie Sławomira Szoty, które z kolei było odpowiedzią na krytykę jego pracy zawartą właśnie na łamach GW.
Zobacz takze Nocny pożar samochodu przy budynku wielorodzinnym. Ogień objął także drugi pojazd
We wspomnianym oświadczeniu nie pada jednak słowo „rezygnuję”. - Bo też nie to było moją intencją. Chciałem tylko wyraźnie zasugerować, że nie czuję się przyspawany do oficjalnej funkcji. Aktywnie działałem na rzecz środowiska rowerowego nie będąc oficerem rowerowym i aktywnie, nawet bardziej intensywnie, działam piastując obecną funkcję. Jeśli do mnie bądź moich przełożonych dotrze konstruktywna krytyka dotycząca mojej pracy to nie mam zamiaru zapierać się rękami i nogami – wyjaśnia Sławomir Szota. - Uspokajam zatem, że informacje o mojej śmierci są przesadzone, choć pewnie niektórych mocno to rozczaruje i będzie nie na rękę – dodaje.
- Sławomir Szota nadal pełni funkcję oficera rowerowego. Kontekst oświadczenia, które przesłał do dziennika jest dla nas w pełni zrozumiały i nie wiąże się z żadną dymisją czy rezygnacją. Zdajemy sobie za to sprawę, że na linii gazeta – oficer rowerowy trwa wymiana argumentów co do stylu sprawowania tej funkcji – mówi Mirosław Pietrucha, wicedyrektor MZD w Opolu. - Nie prowadzimy zatem naboru na to stanowisko. W naszej ocenie oficer rowerowy pracuje dobrze – zaznacza Pietrucha.









ombre: Napisał postów [21167], status [VIP]
Z 1500 na rękę strasznie trudno zrezygnować w Opolu.