- Autor: Seeb
- Wyświetleń: 3084
- Dodano: 2007-10-31 / 12:28
- Komentarzy: 8
Umarli uczą spokoju
- Już 18 lat pracuje w prosektorium, a zawód swój traktuje jak powołanie. Kobieta, która uczyła mnie fachu, ostrzegała: zawsze będziesz czuł chłód umarłego. Ale przecież ktoś musi to robić. Może inni nie chcą o tym wiedzieć, ale zmarłych ktoś musi ubrać - mówi Tygodnikowi Katolickiemu Niedziela - Ireneusz Migdał.
Jest już po walce. Czas stoi w miejscu. – Muszę teraz zrobić wszystko, by zmarły wyglądał, jakby na moment zasnął. Zmarły nie powinien przerażać rodziny. Ma być tak przygotowany, by wnosić spokój. By jego wygląd w trumnie koił zrozpaczonych. To najświętsza zasada mojego zawodu – twierdzi Ireneusz Migdał z Gorzowa Wielkopolskiego.
Zobacz także Upadek motocykla. Pasażerka została zabrana do szpitala
Dzień jak co dzień
Ma czterdzieści lat, duże, szerokie brwi i spokojne, skupione oczy, ubrany jest w sportową kurtkę i czapkę z daszkiem. Uśmiecha się przyjaźnie. Jak co rano, pewnym, szybkim krokiem idzie do pracy w prosektorium.
Pierwsza czynność: przebiera się w zielony fartuch. Potem zakłada białe chodaki, na ręce – białe rękawiczki. Idzie do chłodni, sprawdza, kogo od wczoraj dowieziono i wpisuje do ewidencji. Potem jest tzw. odprawa. Trzeba ustalić, na który dzień i godzinę naszykować każdego zmarłego.
Teraz już może przystąpić do pracy.
Zobacz także Czołowe zderzenie dwóch motocykli w Chrząszczycach. Ranni 15-latek i 26-latek
Wyciąga z chłodni pierwsze ciało. Na żelaznym łóżku wiezie je na środek dużego, przestronnego pomieszczenia. Po chwili bierze dzbanek i wstawia wodę na kawę. W międzyczasie zdejmuje zmarłemu ubranie, w którym tutaj trafił. W kieszeni spodni znajduje kartkę od rodziny: "Jak będzie za ciasny kołnierzyk – rozpiąć. Podłożyć coś pod poduszkę, żeby głowa była wyżej. Włosy nie mają być płasko, tylko podtapirowane". Ogląda kartkę. Pije kawę, wyciąga kanapkę. Je śniadanie. – To nie jest znieczulica – zapewnia.
Teraz musi zmarłego umyć. Najlepiej w dzień pogrzebu, żeby ciało było świeże. Z góry puszcza więc na nie prysznic. Namydla, by się pieniło. Potem, jeszcze mokre, przykrywa ręcznikiem. Czesze, goli, obcina paznokcie. Zamyka zmarłemu oczy, tak, by się nie otwierały. Jeśli trzeba przesunąć datę pogrzebu – całe ciało balsamuje. Wstrzykuje płyny chemiczne, by przywrócić naturalny wygląd, lekko zaróżowić skórę, pokryć zsinienia. A na koniec – ubiera zmarłego. – Nigdy nie rozcinam ubrania – mówi. Nie umie zakładać podartych ubrań. Wreszcie składa zmarłemu ręce, oplata je różańcem. Może już go pokazać rodzinie. Ale tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się horror. – Bo najgorzej jest w tej pracy z żywymi – podkreśla. – Jest tyle reakcji na śmierć, ilu jest ludzi. Jedni płaczą, inni zaczynają lamentować nad zmarłym, są tacy, którzy rzucają się na podłogę albo… śmieją się – opowiada. – Ludzie nie wiedzą, że umarły potrzebuje spokoju.
Dalszy ciąg artykułu Tygodnika Katolickiego Niedziela, czytaj w portalu Onet.pl
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
22 października
Nocna akcja na Malince w Opolu. Uderzyła w Forda, odjechała z piskiem i porzuciła włączone auto
23 października
Śmiertelny wypadek w Ligocie Dolnej. AKTUALIZACJA FOTO WIDEO
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
22 października
Wypadek na ulicy Witosa. Dwie osoby trafiły do szpitala
12 października
Śmierć 38-latka w Wołczynie. "Bili pięściami, kopali i używali łańcucha rowerowego" WIDEO
27 września
Ponad 21 kilometrów ulicami Opola. Półmaraton przyciągnął biegaczy i kibiców
23 października
Porzuciła samochód po zderzeniu na ulicy Bielskiej w Opolu. Grozi jej nawet 5 lat więzienia
W dyskusji: 8