- Autor: Dagmara
- Wyświetleń: 3624
- Dodano: 2026-01-16 / 14:32
- Komentarzy: 7
Śmiertelne pobicie w Głuchołazach. "Zaczął mnie wyzywać. To mnie zdenerwowało"
Przed Sądem Okręgowym w Opolu odbyła się rozprawa w sprawie Jerzego K., oskarżonego o czyn z art. 148 §1 Kodeksu karnego (zabójstwo). Sprawa dotyczy zdarzeń z 27 listopada 2024 roku, do których doszło w mieszkaniu przy ul. Marii Skłodowskiej w Głuchołazach. Postępowanie prowadzone jest pod przewodnictwem sędzi Małgorzaty Marciniak.
Prokurator, odczytując akt oskarżenia, wskazywał, że oskarżony działał z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Andrzeja R. Jak zaznaczył, Jerzy K. miał "zadać liczne, silne uderzenia pięścią i otwartą dłonią w twarz pokrzywdzonego", powodując rozległe obrażenia głowy, twarzy i szyi. - Na skutek doznanych obrażeń, w tym złamań kości twarzoczaszki, obrażeń krtani oraz krwawień wewnątrzczaszkowych, pokrzywdzony zmarł po przewiezieniu do szpitala - wskazał prokurator.
Zobacz także Za nami zaćmienie Słońca. Pochwalcie się swoimi zdjęciami
Podczas rozprawy sąd odczytał również wyjaśnienia oskarżonego złożone wcześniej w toku postępowania przygotowawczego. Jerzy K. potwierdzał w nich, że zrozumiał treść zarzutów i przyznał się do ich popełnienia, składając jednocześnie obszerne wyjaśnienia dotyczące przebiegu zdarzeń.
Jak wynika z odczytanego protokołu, oskarżony zeznał: "W dniu zdarzenia, to jest 27 listopada 2024 roku, byłem u znajomego Andrzeja R. i wspólnie spożywaliśmy alkohol od godzin porannych, może od godziny 11.00. Ja kupiłem wódkę, żubrówkę, 0,5 litra i poszedłem do R., który mieszkał przy ulicy Skłodowskiej."
W dalszej części wyjaśnień wskazywał: "W czasie spożywania alkoholu R. zaczął mnie wyzywać. Prosiłem go dwa razy, żeby przestał, ale on się nie uspokoił. To mnie zdenerwowało i zacząłem go bić".
Oskarżony przyznał, że zadawał ciosy ręką w głowę pokrzywdzonego. "Uderzałem go ręką w głowę, krew się polała, ale jestem pewien, że go nie kopałem. Zadałem mu około ośmiu-dziewięciu ciosów. Po ostatnim ciosie spadł z wersalki na ziemię" - zeznał.
Zobacz także Największa rozbudowa Polderu Żelazna. Pomieści ponad dwa razy więcej wody
Jak dodał, pokrzywdzony miał krzyczeć i prosić, by przestał, jednak on sam był nadal zdenerwowany. "W momencie, kiedy R.i spadł na ziemię, do jego mieszkania weszła policja. Funkcjonariuszom powiedziałem to samo, co teraz - że uderzałem go, bo mnie wyzywał" - czytano z protokołu.
Podczas obecnej rozprawy Jerzy K. podtrzymał, że nie miał zamiaru pozbawić pokrzywdzonego życia. Mówił przed sądem: - Nie przyszedłem tam z zamiarem, żeby kogoś zabić. Poczęstowałem go wódką, a kiedy nie chciałem już więcej pić, zaczęły się wyzwiska. Zdenerwowałem się i uderzyłem go kilka razy. Zaprzeczał również, by używał jakiegokolwiek narzędzia lub kopał pokrzywdzonego. Oskarżony zeznał, że w przeszłości leczył się psychiatrycznie.
Podczas rozprawy sąd przesłuchał także świadków. Zeznania złożyli m.in. córka zmarłego Andrzeja R. oraz sąsiad, którego relacja dotyczyła okoliczności poprzedzających zdarzenie oraz sytuacji po interwencji służb.
Świadkowie zeznawali, że pokrzywdzony Andrzej R. mieszkał samotnie w jednopokojowym mieszkaniu i od dłuższego czasu zmagał się z problemem alkoholowym. Córka pokrzywdzonego wskazywała, że ich kontakt był sporadyczny, a ojciec był osobą schorowaną i słabą fizycznie. Zeznała, że wiedziała o jego kontaktach towarzyskich z mężczyznami, z którymi spożywał alkohol. O samym zdarzeniu dowiedziała się od sąsiadów i policji.
Sąsiad ofiary zeznawał, że znał Andrzeja R. od wielu lat i określił go jako osobę spokojną, choć nadużywającą alkoholu. W dniu zdarzenia widział go rano i nie zauważył żadnych obrażeń ani niepokojącego zachowania. Kilkadziesiąt minut przed zdarzeniem widział, jak Andrzej R. wracał do mieszkania w towarzystwie innego mężczyzny. Zeznawał, że z mieszkania dochodziły krzyki i odgłosy awantury. Z relacji wynika, że pokrzywdzony próbował wyprosić drugiego mężczyznę, który reagował agresją. Następnie słychać było odgłosy szarpaniny oraz uderzeń. Świadek wezwał służby ratunkowe. Po przybyciu policji drzwi do mieszkania otworzył drugi mężczyzna, który miał ręce zabrudzone krwią. Po wejściu funkcjonariuszy oraz przybyciu ratowników medycznych pokrzywdzony został wyniesiony na noszach - był nieprzytomny, silnie zakrwawiony i nie nawiązywał kontaktu. Andrzej R. został przewieziony do szpitala, gdzie zmarł na skutek odniesionych obrażeń.
Zobacz także "Siódmy raz na pielgrzymim szlaku". Z Opola ruszyli w stronę Jasnej Góry
Prokuratura postawiła oskarżonemu zarzut zabójstwa. Zgodnie z art. 148 § 1 Kodeksu karnego czyn ten zagrożony jest karą pozbawienia wolności na czas nie krótszy niż 10 lat, karą 25 lat więzienia albo dożywotnim pozbawieniem wolności. O ostatecznej kwalifikacji prawnej i karze zdecyduje sąd.
reklama
Wydarzenia pod patronatem portalu
Forum
reklama
Najczęściej czytane
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
12 października
Śmierć 38-latka w Wołczynie. "Bili pięściami, kopali i używali łańcucha rowerowego" WIDEO
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
27 września
Ponad 21 kilometrów ulicami Opola. Półmaraton przyciągnął biegaczy i kibiców
18 października
Zmiana czasu pozostaje. Unia Europejska podała harmonogram na kolejne pięć lat
30 września
Ponad 218 tys. zł dla prezesa spółki. Bedoes reaguje na sprawę Cancer Fighters
3 października
Jarmark Świętego Michała trwa na opolskim Rynku. Dziś fireshow i warsztaty





W dyskusji: 7
Wśród wyższych rangą oficera byli funkcjonariusze UB i SB pobierali emerytury przekraczające 9-12 tys. zł.w 2024 r. ministerstwo wydano 766 decyzji przywracających emerytowanym funkcjonariuszom pełną wysokość świadczeń emerytalnych.
Ale kolejne 25,5 tys. emerytowanych funkcjonariuszy odwołało się do sądu. Sprawy rozpatrywał Sąd Okręgowy w Warszawie: Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA musiał wypłacić im 1 mld 460 mln zł. USMIECHAJMY SIĘ DALEJ NAJWAZNIEJSZE ZE PISIORY NIE RZĄDZĄ :)