- Autor: Dagmara
- Wyświetleń: 3345
- Dodano: 2024-09-30 / 09:36
- Komentarzy: 1
Burmistrz Nysy o powodzi: "Można było jej zapobiec". Wody Polskie odpowiadają
W swoim poście burmistrz Kolbiarz podkreślił, że wylanie się rzeki Białej Głuchołaskiej, które dotknęło Głuchołazy i wiele sołectw, było nie do zatrzymania. Inaczej było jednak z rzeką Nysa Kłodzka, gdzie zbiornik Otmuchowski miał przejąć większość wody. Burmistrz wskazał, że zbiornik w Nysie był w czasie powodzi daleki od pełnej pojemności, co powinno gwarantować bezpieczeństwo mieszkańców.
"Dlaczego, pomimo tego, że nasz zbiornik został wyremontowany, i w czasie ostatniej powodzi nigdy nie był pełny, Nysa została zalana?" - pytał retorycznie Kolbiarz.
Zobacz także Jarmark Świętego Michała trwa na opolskim Rynku. Dziś fireshow i warsztaty
Według jego relacji, początkowo zarząd Wód Polskich zapewnił o bezpiecznym poziomie zrzutu na poziomie 600 m³/s, co miało zapewnić stabilność sytuacji. Niestety, kilka godzin później bez żadnych konsultacji i ostrzeżeń zrzut wody został zwiększony do 1000 m³/s, co według burmistrza doprowadziło do zalania miasta. Zalane zostały m.in. szpital, szkoły, przedszkola, firmy oraz mieszkania.
Kolbiarz szczegółowo opisał działania sztabu kryzysowego, który dzień i noc walczył o zmniejszenie zrzutu wody, aby umożliwić naprawę wyrwy w wale rzeki. Podkreślał, że Wody Polskie z Wrocławia nie reagowały na prośby o zmniejszenie przepływu, co mogło zapobiec dalszym zniszczeniom. Jak relacjonował, do Nysy przyleciały dwa śmigłowce, które mogły pomóc w zasypywaniu wyrwy workami z piaskiem, jednak mogły one działać jedynie w ciągu dnia, co opóźniało akcję ratunkową.
"Byliśmy bezradni. I to bolało najbardziej. Nasze miasto, nasi mieszkańcy, a o ich losie decydują wyłącznie ludzie z... Wrocławia. W ostatniej chwili pomógł nam Szef MSWiA Tomasz Siemoniak, który cały czas miał z nami kontakt i który wręcz wymusił zmniejszenie zrzutu wody do 800 metrów sześciennych. Jednocześnie pomoc zaoferował Premier Kosiniak - Kamysz, który skierował do nas śmigłowce mogące operować w nocy. Mieszkańcy ruszyli na wały. Wszyscy. Mali, duzi, kobiety, mężczyźni. Tysiące ludzi, setki aut, dziesiątki tysięcy worków. Wszyscy chcieliśmy ratować naszą Nysę. Akcja z łańcuchem ludzi ratujących swoje miasto odbiła się ogromnym echem w mediach z całego świata" - opisuje burmistrz.
W odpowiedzi na zarzuty burmistrza Nysy, Wody Polskie opublikowały komunikat, w którym wyjaśniły swoją wersję wydarzeń. Według tej instytucji, maksymalny zrzut wody ze zbiornika Nysa na poziomie 1000 m³/s był zgodny z instrukcjami i nie mógł być powodem zalania miasta.
Zobacz także Festiwal Ognia i Wody nad Jeziorem Nyskim. Tysiące widzów i widowiskowy pokaz
Jak podają Wody Polskie, analiza danych satelitarnych i wizje terenowe wykazały, że powódź w Nysie była wynikiem zalania miasta przez system kanałów, a nie przez przelanie się rzeki Nysa Kłodzka. Wody Polskie twierdzą, że rzeka była w stanie przeprowadzić bezpiecznie przepływ na poziomie 1400 m³/s dzięki inwestycjom zrealizowanym w latach 2009-2015, a komunikacja o zwiększonym zrzucie była przekazywana odpowiednio wcześnie.
"Informacja o planowanym odpływie na poziomie 1000 m³/s została przekazana m.in. do Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Opolu ponad trzy godziny przed rozpoczęciem zrzutu" - czytamy w komunikacie.
Wody Polskie, powołując się na dane Centrum Informacji Kryzysowej PAN i projekt ICEYE, przedstawiły mapy zasięgu powodzi oraz wyjaśnienia, że to przerwanie wałów na rzece Biała Głuchołaska oraz powodzie na rzece Kamienica były bezpośrednią przyczyną zalania miejscowości wokół Nysy.
Instytucja podkreśla również, że zbiorniki retencyjne na rzece Nysa Kłodzka miały odpowiednią rezerwę powodziową, a ich działanie skutecznie ograniczyło falę wezbraniową.
Wody Polskie podkreślają, że zbiorniki kaskady Nysy Kłodzkiej, w tym Nysa, Topola i Otmuchów, pracowały zgodnie z zaleceniami i skutecznie zredukowały zagrożenie. Zbiornik w Nysie, mimo trudnych warunków hydrologicznych, przechwycił 155 mln m³ wody, co ograniczyło ryzyko powodzi na dalszym odcinku rzeki.
Zobacz także Pełnia Księżyca Myśliwych. Co warto robić, a czego unikać według dawnych wierzeń?
Według Wód Polskich, działania zarządzania wodami były dostosowane do ekstremalnych warunków pogodowych, a komunikacja z lokalnymi służbami była prowadzona zgodnie z procedurami.
Kordian Kolbiarz zapytany o szacunkowe szkody popowodziowe stwierdził, że straty w infrastrukturze drogowej wstępnie oszacowano na około 100 milionów złotych, natomiast straty w budynkach wynoszą kilkadziesiąt milionów. Kolbiarz zaznaczył również, że wielu przedsiębiorców poniosło ogromne straty, a niektóre firmy nie będą w stanie wznowić działalności w najbliższym czasie.
Kolbiarz podkreślił, że uporządkowanie miasta zajmie kilka miesięcy, ale jego pełna odbudowa potrwa co najmniej kilka lat. Zaznaczył też, że nie chodzi o szukanie winnych, ale o poprawę współpracy między samorządami a instytucjami odpowiedzialnymi za zarządzanie kryzysowe. "Nie chodzi o szukanie winnych, a o to, żebyśmy my, samorządowcy, nie byli zaskakiwani w pewnych sytuacjach.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
24 października
Śmiertelny wypadek w Zagwiździu. Nie żyje 17 i 18-latek
7 listopada
W Opolu odbył się wiec poparcia dla prezydenta Karola Nawrockiego
5 listopada
Strzały podczas kontroli drogowej w Wysokiej. Policja szuka kierowcy BMW
22 października
Nocna akcja na Malince w Opolu. Uderzyła w Forda, odjechała z piskiem i porzuciła włączone auto
11 października
Niezwykłe znalezisko naszych Czytelników w lesie pod Opolem
23 października
Śmiertelny wypadek w Ligocie Dolnej. AKTUALIZACJA FOTO WIDEO
6 listopada
Pracownice sklepu miały wynosić towar i zabierać utarg. Straty przekroczyły 22 tysiące złotych













W dyskusji: 1
Co robią władze miast gdy maja jakiś wolny teren? Park, inne tereny zielone czy pod zabudowę dla deweloperki? Wiadomo. Chciałoby się, żeby potem rzeki były grzeczne i płynęły w rynienkach, do wysokości wałów. Nie tak się nie da.