- Autor: Mat
- Wyświetleń: 30489
- Dodano: 2014-08-18 / 13:30
- Komentarzy: 217
Kolejne puby i restauracje znikają z opolskiego rynku
O pubie John Bull śmiało można powiedzieć, że to lokalowy symbol opolskiego rynku. Wnętrza stylizowane na wzór angielskich salonów przyciągały klientów od 19 lat. - Zarządzam tym lokalem od 17 lat, ale to co dzieje się ostatnio to prawdziwy dramat. Obroty spadły nam drastycznie, często nawet w weekendy pub świeci pustkami. Nie mamy już pomysłów na ratowanie tego miejsca – mówi Sławomir Dzieża, właściciel John Bull Pub. - Co najgorsze, z problemem zostaliśmy sami. W podobnej sytuacji są inne puby i restauracje, które albo już zakończyły działalność w Rynku albo za chwilę to uczynią – dodaje.
Dzieża ma żal do władz Opola. Według jego opinii obecne władze całkowicie zarzuciły kwestię ożywienia rynku i tym samym zwiększenia jego atrakcyjności zarówno dla mieszkańców jak i turystów. - Sygnalizowaliśmy ten problem wspólnie, jako grupa restauratorów i właścicieli pubów, ale nikt nie wziął sobie tego do serca. Rynek wymarł, nie dzieje się tu nic. To miejsce przestało być konkurencyjne dla dużych galerii handlowych, które oferują bliski i darmowy parking, regularne atrakcje z udziałem ogólnopolskich gwiazd a przy tym jeszcze zaplecze gastronomiczne – wylicza właściciel John Bull Pub.
Zobacz także Wypadek z udziałem motyclisty. Dwie osoby trafiły do szpitala. Są utrudnienia
Co ciekawe, właściciel zamykanego pubu wcale nie narzeka na czynsz jaki obecnie płaci ratuszowi. Przy ponad 150 metrach kwadratowych powierzchni lokalu miesięczna opłata to ponad 8 tysięcy złotych. - Z przyjemnością płaciłbym dalej te sumy miastu pod warunkiem, że miałbym szansę na nie zarobić. Tymczasem mam w lokalu pustostan, z obsługą ale bez klientów. Inna sprawa, że ratusz pytany o możliwą obniżkę kategorycznie odmówił, ale 10 lat temu bez mrugnięcia okiem mógł podwyższyć mi czynsz o 100 procent – zaznacza Sławomir Dzieża.
W ratuszu usłyszeliśmy, że w związku z coraz częstszym zamykaniem się lokali w Rynku urzędnicy nic więcej zrobić nie mogą. - Wiemy, że właściciele lokali mają problemy z klientami. Chcąc im pomóc organizujemy w rynku różne targi, eventy czy ostatnio serię wakacyjnych koncertów a do tego obniżyliśmy opłaty za ogródki piwne – mówi Alina Pawlicka-Mamczura, rzecznik prasowy opolskiego ratusza. - Pozostaje nam tylko przygotować przetarg na zwolniony lokal. Na pewno wykluczymy w nim prowadzenie w tym miejscu banku bądź innej placówki finansowej, a także second-handu – dodaje.
John Bull Pub jest kolejnym lokalem, który w ciągu ostatnich kilku miesięcy kończy działalność w rynku. Wcześniej uczyniła to restauracja Strych, pub R2, a lokalizację zmieniła także restauracja Don Vito.
reklama
Forum
reklama
Najczęściej czytane
19 września
Zginął młody kierowca. Policja podała wstępne ustalenia
12 września
Cosplay to nie tylko efektowne stroje. Trwa Opolcon czyli Festiwal Fantastyki
17 sierpnia
Policja prosi o pomoc w indentyfikacji psa i ustaleniu właściciela. Uwaga, drastyczne zdjęcia.18+
12 września
"Nie chcę, żeby ktoś mi mówił, kogo mam kochać". Marsz Równości przeszedł ulicami Opola
14 września
Maryla Rodowicz zostaje w Opolu. Wszystko za sprawą muralu WIDEO
16 września
Na Rynku w Opolu szykują się trzy dni koncertów i biesiady przy złotym trunku
19 września
Ruszyła budowa obwodnicy Namysłowa za 103 mln zł


W dyskusji: 217
Ze znajomymi lubię wypić piwko. Stać mnie, żeby wydać nawet 10 zł na jedno piwo. Ale pod warunkiem, że będzie to piwo godne tych 10 zł. Jak mam dać 9zł za Żywca czy inne Tyskie, to wolę dać tyle samo za piwo butelkowe i wypić je na domówce. I potem przez takiego jak ja żaden ze znajomych nie idzie na piwo do knajpy, bo kto posmakuje dobrych piw, nie chce wracać do sikaczy, a nawet, jak chce, to przecież woli pić ze znajomymi, niż sam.
W Opolu słyszałem o jednej knajpie, gdzie leją coś więcej, niż koncerniaki (niezależnie od kraju pochodzenia), chociaż tam z kolei inni ludzie zbyt hipsterscy i uduchowieni jak dla mnie. Więc jak chcę się napić w knajpie dobrego piwa, to teraz muszę jeździć do Wrocławia. Ale wolę raz w miesiącu pojechać do wrocka na dobre piwo, niż iść 20 razy na kolejnego lagera bez smaku i zapachu.
Szeptem, krzykiem, pieszczę dotykiem, mus z jej..... ;P
Łaziłem niedawno po starówce Gdańska, w ścisłym centrum nie widzieliśmy ani jednego banku.
Sto razy lepszy jest Wrocław - tam się dzieje!